WysĹany: 2 Maj 2014, 21:56 Czytania-SOBOTA-Urocz.NMP Królowej Polski -3MAJA 2014
Sobota, 3 MAJA 2014
Uroczystość Najświętszej Maryi Panny, Królowej Polski, Patronki Polski
(Ap 11,19a;12,1.3-6a.10ab)
Świątynia Boga w niebie się otwarła, i Arka Jego Przymierza ukazała się w Jego Świątyni. Potem wielki znak się ukazał na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod jej stopami, a na jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu. I inny znak się ukazał na niebie: Oto wielki Smok barwy ognia, mający siedem głów i dziesięć rogów - a na głowach jego siedem diademów - i ogon jego zmiata trzecią część gwiazd nieba: i rzucił je na ziemię. I stanął Smok przed mającą rodzić Niewiastą, ażeby skoro porodzi, pożreć jej dziecię. I porodziła syna - mężczyznę, który wszystkie narody będzie pasł rózgą żelazną. I zostało porwane jej Dziecię do Boga i do Jego tronu. A Niewiasta zbiegła na pustynię, gdzie miejsce ma przygotowane przez Boga. I usłyszałem donośny głos mówiący w niebie: Teraz nastało zbawienie, potęga i królowanie Boga naszego i władza Jego Pomazańca.
(Ps: Jdt 13,18-20)
REFREN: Tyś wielką chlubą naszego narodu
Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego
spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi.
i niech będzie błogosławiony Pan Bóg,
Stwórca nieba i ziemi.
Twoja ufność nie zatrze się aż na wieki
w sercach ludzkich wspominających moc Boga.
Niech Bóg to sprawi,
abyś była wywyższona na wieki.
(Kol 1,12-16)
Z radością dziękujcie Ojcu, który was uzdolnił do uczestnictwa w dziale świętych w światłości. On uwolnił nas spod władzy ciemności i przeniósł do królestwa swego umiłowanego Syna, w którym mamy odkupienie - odpuszczenie grzechów. On jest obrazem Boga niewidzialnego - Pierworodnym wobec każdego stworzenia, bo w Nim zostało wszystko stworzone: i to, co w niebiosach, i to, co na ziemi, byty widzialne i niewidzialne, czy Trony, czy Panowania, czy Zwierzchności, czy Władze. Wszystko przez Niego i dla Niego zostało stworzone.
(J 19,27)
Jezus powiedział do ucznia: Oto Matka twoja, i od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.
(J 19,25-27)
Obok krzyża Jezusowego stały: Matka Jego i siostra Matki Jego, Maria, żona Kleofasa, i Maria Magdalena. Kiedy więc Jezus ujrzał Matkę i stojącego obok Niej ucznia, którego miłował, rzekł do Matki: Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja. I od tej godziny uczeń wziął Ją do siebie.
..........................
www.mateusz.pl/czytania
"Niewiasto, oto syn Twój. Następnie rzekł do ucznia: Oto Matka twoja."
Ile milosci i tkliwosci w tych slowach cierpiacego Chrystusa. Ile wiary, nadziei, milosci i pokory w sercu Maryi
Tyś wielką chlubą naszego narodu
Błogosławiona jesteś, córko, przez Boga Najwyższego
spomiędzy wszystkich niewiast na ziemi.
i niech będzie błogosławiony Pan Bóg,
Stwórca nieba i ziemi.
Twoja ufność nie zatrze się aż na wieki
w sercach ludzkich wspominających moc Boga.
Niech Bóg to sprawi,
abyś była wywyższona na wieki.
„Stanie pod krzyzem” nie jest bezsensownym staniem, gdy jest sie z Matka Jezusa, bedac „uczniem ktorego miluje Jezus” . Owszem, nikt z nas sam z siebie nie moze powiedziec, ze jest „umilownym uczniem Chrystusa”, bo byloby to pyszna uzurpacja i zarozumialstwem. Mozemy jednak wierzyc, ze tak wlasnie jest dzieki Duchowi Swietemu ktorego dzielimy z Jednorodzonym Synu Boga w ktorym ON MA UPODOBANIE” oraz nalezacdo „domu Jana”, do Kosciola , w ktorym koncentruje sie misterium Jego krolowania, posiadajac wymiar sakramentalny.
Nie mam w sobie zbyt dużo pobożności Maryjnej i naprawdę, boleję nad tym. Nie mogę myśleć o Maryi - "mama", bo to kojarzy mi się raczej źle, ale myślałam dzisiaj o tym staniu pod krzyżem Maryi i Jana...myślałam o ich cierpieniu i o współcierpieniu z Jezusem, myślałam o tej wspólnocie cierpienia pomiędzy nimi...
Ostatnio trochę mniej piszę, a więcej czytam. Czytam codziennie teksty ojca eremity. Warte są tego. Czytam je kilka razy w ciagu dnia, bo w każdym jest jakaś głębsza myśl, którą chciałabym sobie "przywłaszczyć", która prowadzi mnie nieco dalej w moim rozumieniu i którą chciałabym zapamiętać. Dzisiaj ojciec ostrzegał przed powierzchownością w rozumieniu Maryi i Jej wstawiennictwa za nami, powierzchownością w maryjnej pobożności. Pisał o tym, że słowa ..."oto Matka twoja..." usłyszał Jan, który wytrwał w cierpieniu pod krzyżem i , że fakt, iż te słowa padły w atmosferze przesiąkniętej cierpieniem, nie jest bez znaczenia. Nie wiem jak wypowiedział Jezus te słowa, ale zapewne wypowiedział je ostatkiem sił, obolałymi wargami , zaschniętym gardłem...Powiedział je do tych między którymi zaistniała jakaś wspólnota w cierpieniu, powiedział je do tych, którzy cierpieli razem z Nim...
Czym jest dla nas krzyż? Ojciec napisał, że jest tym, czego w życiu nie chcemy. Na dnie każdego ludzkiego cierpienia, na dnie ludzkiego krzyża otwiera się przestrzeń spotkania z Matką i jej wyjątkowego wstawiennictwa.Mam ostatnio jakieś przekonanie, że chrześcijaństwo łatwe, miłe i przyjemne nie jest prawdziwym chrześcijaństwem. Że Obecności Bożej i doświadczenia Jego Miłosci nie można szukać tylko w relacjach miedzyludzkich i w radości z tych relacji płynącej. Niewątpliwie Pan jest w każdej ludzkiej miłosci, przyjaźni i braterstwie, ale zachwyca mnie doświadczenie pustelnika, który ma wiele do powiedzenia o Bożej Miłosci, a żyje zupełnie sam. Swoistą psychiczną pułapką w którą łatwo wpadamy wydaje mi się zużywanie energii i sił na "kontemplacje" swoich braków, swoich niespełnień, tego co boli.Ojciec eremita określa to jeszcze lepiej- w życiu nie ma miejsca na kontemplację pustki lub bezowocne ludzkie kombinowanie. Jedynym wyjściem jest zwrócenie się do Jezusa, jako tego, Który jest w stanie zaspokoić wszelki ludzki głód. Jeszcze lepiej jest zrobić to poprzez Maryję. Tylko czy my naprawdę w to wierzymy ? Czy wierzymy w to, że w Nim i tylko w Nim i to już tu i teraz znajduje się całe zaspokojenie ludzkiego serca ?
Czy nie szukamy nieustannie w sobie nawzajem tego, czego znaleźć się po prostu nie da ?
Przy okazji Swieta Matki Boskiej chcialam sie pomodlic za wszystki pracujace Matki. Z jednej strony nawet Kosciol wspiera role rodziny, ale z drugiej strony siostry zakonne zawsze pelnia role sluzebna w stsousnku do ksiezy i maja duzo mnie swodoby, a pracujace matki traktowane sa gorzej. Nie bierze ich sie do pracy, bo maja dzieci bo nie sa w pelni dyspozycyjne.
Modlmy sie o matki, szczegolnie samotne matki, ktore musza pracowac zeby wyzywic swoje rodziny i o to aby z godnoscia znosily zle traktowanie, ktoremu sa poddawane na co dzien.
Bynajmniej nie polemizuje, bo mam lekka awersje do tego rodzaju komunikacji, ale raczej czujac sie inspirowany wpisem Aliny i Doroty i wlasnymi odczuciami, tak z marszu, bez dluzszych przemyslen chce mi sie podzielic z wami przekonaniem, ze chrzescijanstwo nie jest i nie powinno byc ani przyjemne ani nieprzyjemne, ani latwe ani nielatwe, bo jednakowo moze nas zwiezc latwosc jak i trudnosc, przyjemnosci zyciowe jak i zyciowe troski jak mowi parabola o roznym losie ziarna ktore zostalo posiane w ziemie. Najwazniejsze, aby ziarno bylo owocne, zeby "nie zostalo samo", zeby "obumarlo" w dobrej ziemi, ktora , jak wyjasnia Chrystus jest DOBRE SERCE CZLOWIEKA. Wzrost kosztuje, obumiernie rowniez, ale wzrost mozna tez widziec od strony radosnej i obumieranie matek ktore czynia tyle poswiecenia dla swoich dzieci rowniez. Najblizsza jest mi zasada wyrazona przez sw. Pawla , zeby "umiec obfitrowac i umiec doswiadczyc biedy", bowiem nie to jest celem, ale uwielbienie Boga, czyli majac serce wrazliwe i posluszne isc za Chrystusem, czyli jak to tradycyjna jezuicka (i nie tylko jezuicka ) zasada glosi : spelniajac Jego wole.
Też mam awersję do tego rodzaju komunikacji, bo moim zdaniem zbyt łatwo w niej o nieporozumienia. Mówiąc o trudzie chrześcijaństwa wcale nie mam na myśli warunków zewnętrznych. Też lubię słowa św. Pawła o niedostatku i obfitowaniu. Chodzi mi o wnętrze człowieka, chodzi mi o to, że chrześcijaństwo jest nieustannym wyzwaniem do przekraczania siebie samego. Cel jest jasny: mamy upodabniać się do Jezusa, mamy zacząć kochać jak On. Bo czym innym jest owocowanie , jak nie miłością. A kim ja jestem ? Jestem zanurzona w grzechu, jestem skupiona na sobie, egoistyczna, pełna pychy, nadwrażliwa na swoim punkcie...i wcale nie jestem jakaś wybitnie zła, po prostu trzeba się wyzbyć złudzeń- tacy wszyscy jesteśmy, bo po prostu taki jest człowiek. Bycie chrześcijaninem to droga nieustannych wyzwań, to droga obumierania swojego egoizmu, swojej pychy, swoich lęków, swojej zazdrości. Bycie chrześcijaninem to dla mnie podejmowanie tych wyzwań, gdy wcale mi się nie chce, to modlitwa , gdy mam ochotę iść spać, to dyspozycyjność dla innych, gdy człowiek miałby ochotę wreszcie zająć się sobą, to ukrzyżowanie w sobie swoich niektórych chęci i pragnień, które zwyczajnie nie mogą się spełnić, to nieustannie podejmowany trud drogi , często wcale nie tej na którą mam ochotę i która sprawia mi przyjemność.
Czyli chodzi o to aby nie tyle sprzeciwiac sie samemu sobie, uprzykrzac sobie zycie, byc dla siebie twardy (nie chodzi tez o to , jak juz byla o tym mowa, zeby byc dla siebie miekki albo polowac na przyjemnosci) , bo nie ja jestem celem zycia, ale Bog. Chodzi o to, aby zyc z Nim w komunii, Jemu zawierzyc, kierowac sie Jego Slowem, czyli jak to sie tradycyjnie mowi: szukac Jego woli.
Nie moĹźesz pisaÄ nowych tematĂłw Nie moĹźesz odpowiadaÄ w tematach Nie moĹźesz zmieniaÄ swoich postĂłw Nie moĹźesz usuwaÄ swoich postĂłw Nie moĹźesz gĹosowaÄ w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum