Strona Główna nasz DOM
www.netparafia.net

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
UJAWNIENIE TAJEMNICY Z LA SALETTE
Autor Wiadomość
ZoRo


Miejscowosc: Warszawa
Wysłany: 6 Maj 2019, 08:54   UJAWNIENIE TAJEMNICY Z LA SALETTE

https://voxdomini.pl/prorocy/la-salette-francja/ujawnienie-tajemnicy/
UJAWNIENIE TAJEMNICY Z LA SALETTE

Jedno jedyne ukazanie się Matki Bożej, dwojgu pastuszkom w Alpach, Maksyminowi i Melanii, jakie miało miejsce w La Salette 19 września 1846, było pierwszym jakie uznano za prawdziwe w XIX w. Jego oddziaływanie było ogromne, lecz z powodu odwiecznych konfliktów, które się zaraz rozpętały, a doszły w swej gwałtowności aż do Papieża i Cesarza i mnożą się po dziś dzień, zakazywano i polemizowano bez końca. Dyskutowano zaś nad tym, co nieznane, bez odpowiedniej podstawy, tak jak czyniono to w odniesieniu do tajemnicy fatimskiej przed jej ujawnieniem zapowiedzianym 13 maja 2000 r., podczas Mszy św. beatyfikacyjnej widzących dzieci.
Książka o. Michela Corteville’a i o. René Laurentina przedstawia, wyjaśnia i odpowiada wyczerpująco na trudne pytania. Publikacja nowych dokumentów stawia czytelnika ponad zamętem, jaki dotąd przeciwstawiał duchowieństwo nawet tak wielkim umysłom jak Claudel, Maritain i Massignon, broniącym spotwarzanych widzących. Ta karta historii została już odwrócona.

WARTOŚĆ TAJEMNICY Z LA SALETTE

Fundamentalne odkrycie Michela Corteville to dotarcie do oficjalnego tekstu tajemnicy. Została ona zapisana i zapieczętowana 3 i 5 lipca 1851 r. przez biskupa Grenoble, J. E. de Brouillard i oddana do rąk własnych Piusa IX przez specjalnych wysłanników, na długo przed powstaniem kolei na trasie Paryż – Rzym. Pius IX osobiście poruszony, zachęcił de Bruillarda do uznania autentyczności objawienia, a jego następcę – do jego obrony przed zaprzeczającym objawieniu kapłanem. Od tamtej pory sekret znikł. Nawet najlepszy specjalista, ojciec Stern, po licznych poszukiwaniach w archiwach nie osiągnął celu. Michel Corteville odnalazł go jednak w Rzymie, kiedy we wrześniu 1999 r. otwarto dostęp do archiwów.
Redakcje tajemnicy, poczynione w późniejszym okresie, w pośpiechu, przez dwoje pastuszków z La Salette, zostały uznane przez uczonych za subiektywną ekstrapolację. Tymczasem rzekome ekstrapolacje znajdują się właśnie w pierwszych oficjalnych redakcjach (których precyzja przeciwnie zaciera się w późniejszych redakcjach): upadek cesarstwa, utrata wiary we Francji około roku 2000; Papież przyszłości, taki jakiego nikt się nie spodziewa; będzie się do niego strzelać, aby go zabić, jednak nic mu się nie stanie – oto sformułowanie dokładniejsze niż tajemnica fatimska, w której jest mowa o Papieżu zabijanym na górze, pośród innych męczenników, przez grupę, gdy tymczasem był tylko zraniony przez zabójcę na Placu św. Piotra.

CO MYŚLEĆ O WIDZĄCYCH?

Dwoje widzących było krytykowanych i pogardzanych. Mówiono, że to budzący litość wieśniacy, analfabeci, niespójni, bez wartości duchowych i ludzkich. To samo mówiono o Bernadecie z Lourdes, lecz została zrehabilitowana i kanonizowana. Co do dwójki pastuszków z La Salette, przeciwnie, krytyka stawała się coraz twardsza. Uzbroiła się w broń naukowej psychologii z okazji 100-lecia objawienia w 1946 r. Melania była histeryczką i osobą niestałą, Maksymin zaś wcieleniem pomieszania – tak twierdził m. in. o. Jaouen.
Pełne przebadanie dokumentów rehabilituje ich. Tych dwoje pastuszków posiada znaczącą, choć prostą kulturę. Tak jedno jak i drugie dziecko – bez wykształcenia szkolnego – potrafi pisać prosto, jasno, stylem, który zdobył Claudela (przez długi czas niechętnie traktowanego przez Akademię), jak i Maritaina, Massignona czy wcześniej Huysmansa i Léona Bloy. Dwoje widzących ujawnia całą swą inteligencję, zdrowy ludowy rozsądek i spójność, kiedy dają świadectwo o objawieniu. Czynią to konsekwentnie aż po kres życia, oddanego bez reszty ich misji, zleconej przez Matkę Bożą słowami: Powiedzcie o tym całemu mojemu ludowi.
Jeśli ich życie wydaje się prostackie, a zatem niespójne, to nie ich wina. Było tak z powodu tego, że zostali przegonieni z rodzinnych stron, z własnego środowiska. Pozostali bez innego odniesienia niż brak doświadczenia i przyjaciół. Książka ojców Laurentina i Corteville w szczegółach przytacza ich losy.
Maksymin został wydalony z Seminarium na rozkaz biskupa Ginoulhiaca. Nie powiodło mu się w Wyższym Seminarium w Dax, do którego chciał wstąpić. Potem pasjonowała go medycyna. Rozpoczął studia w Paryżu, lecz po dwóch latach jeden z profesorów zatrzymał go mówiąc: „Jesteś znany jako wizjoner. Klienci będą do ciebie przychodzić jako do wizjonera, a nie – lekarza. To byłoby szkodliwe, czyli nieuczciwe.”
W ten sposób, wszędzie odrzucany, żył w nędzy, jedynie dzięki miłosierdziu ludzi.
Co do Melanii jej wygnanie było bardziej radykalne. Początkowo, pomimo problemów związanych z jej życiem mistycznym, została przyjęta do zakonu Opatrzności i dano jej prawo do złożenia ślubów, ale bp Ginoulhiac odmówił uznania tej decyzji władz klasztoru.
Wysłał Melanię do klasztoru w Walencji, lecz nie miała ona powołania do tego zgromadzenia. Wyrzucała więc kartki zza murów klasztoru, żądając swego uwolnienia. Orzeczono wtedy, że jest kapryśna i biskup wysłał ją do Dadington, w Anglii, gdzie mimo problemów z językiem, którego się w końcu nauczyła, znalazła szybko pomoc i nawet powołanie dla wypełnienia „zadania fundacji powierzonego Jej przez Dziewicę”. Jednak przerwano te kontakty, zamykając ją w klauzurze Karmelu. W końcu zgodziła się złożyć w nim śluby, jednak z wyrażonym w myśli zastrzeżeniem pozostania do dyspozycji Najświętszej Panny, która mogłaby kiedyś od niej wymagać, by się znalazła gdzie indziej. Począwszy od 1858 r., rzeczywiście poczuła się wezwana do dawania świadectwa. Wysłała na adres Piusa IX w pełni zredagowany sekret. W 1860 r. odzyskała wolność, znowu rzucając pod nogi przechodniów kartki przez mur…
W Marsylii jej przygody były jeszcze większe. Ponownie znalazła się w Karmelu, potem przez dwa lata przebywała w Grecji, dokąd siostry Pocieszenia wysłały ją, aby wspomogła upadający sierociniec. Misję wypełniła dobrze pomimo różnicy języka. Po powrocie była nauczycielką u tych samych sióstr – zawsze aktywna, zawsze usłużna. Tam poznała włoskiego biskupa J. E. Petagna, który został jej spowiednikiem. Zaprosił ją od roku 1868 do Włoch, gdzie w końcu znalazła zrozumienie. W 10 lat później została przyjęta na audiencji przez Leona XIII, który chciał ją odesłać do La Salette, aby szerzyła orędzie i założyła zgromadzenie, jednak bardzo jasno ostrzegła go: „Nie zostanę tam przyjęta”. J. E. Fava, biskup Grenoble, który udał się w tym czasie do Rzymu miał rzeczywiście inne plany…
Nie mogąc założyć zgromadzenia we Francji, Melania została przyjęta na Sycylii najpierw przez Giacomo Cusmano, potem przez Annibale di Francia – dzisiaj już beatyfikowanych. Ten ostatni wyznaczył ją na współzałożycielkę swego zgromadzenia, które przeżyło wtedy rozkwit. W Altamurze otoczył ją szczególną czcią i wzniósł jej po śmierci grobowiec w kaplicy sióstr, życząc sobie, by została beatyfikowana.

SKĄD TA ELIMINACJA DWOJGA WIDZĄCYCH Z LA SALETTE?

J. E. Ginoulhiac musiał rozwiązywać problemy polityczne, aby Kościół mógł istnieć w pokoju pod władzą Napoleona III. Cesarstwo podtrzymywało jego nominację na biskupa mimo wahania Rzymu i w końcu ogłosiło go prymasem Galii w Lyonie. Tajemnica z La Salette zapowiadała upadek Imperium: „Orlątko zostanie oskubane z piór”. Jedynym sposobem spokój pomiędzy Kościołem a Państwem było kontynuowanie pielgrzymek, jak zachęcał Papież, i zwolnienie wizjonerów.
Księżna Paulina de Nicolai – ogłoszona następnie przez Rzym fałszywą mistyczką – snuła w tym czasie intrygi w La Salette, chcąc założyć zgromadzenie zakonne na służbie ruchu pielgrzymkowego, w miejsce Melanii, która proponowała regułę życia otrzymaną od Matki Bożej. Ta zaś ujawniała jej „iluzje” lub „gorzej” i oświadczyła, że „jej misja się zakończyła, kiedy misja księżny się zaczęła” (list z 1 czerwca 1854).
W następnym roku, 19 września 1855 r., w uroczystej homilii z okazji rocznicy jedynego objawienia, wobec tłumu złożonego z tysięcy pielgrzymów J. E. Ginoulhiac nadał oficjalną i lapidarną formę temu stwierdzeniu: „Misja pastuszków zakończyła się, rozpoczęła się misja Kościoła”.
Liczne dokumenty rehabilitują dwoje widzących: byli dobrymi chrześcijanami, przejętymi swą misją, której chcieli w sposób nieprzezwyciężony poświęcić całe swe życie, mogli zaś uczynić to jedynie marginalnie w stałym posłuszeństwie wobec władz.
Stąd trudne życie Maksymina, które oscylowało pomiędzy różnymi skłonnościami. Sprzedawał nawet alkohol, co Kościół mu wyrzucał, wspólnik zaś go zrujnował. Umarł jednak całkowicie oddany Bogu. Pozostawił po sobie testament jasny i spójny.
Melania była jeszcze bardziej zrównoważona pośród rozmaitych przeszkód i przeciwności. Jej pisma i wskazówki duchowe ujawniają prawdziwy mistycyzm, wytrwała w dawaniu świadectwa w porę i nie w porę, jak św. Paweł (por. 2 Tm 4). Jej plany cechowała stanowczość, a jej duchowość naznaczona była miłością w każdym doświadczeniu, na pierwszym miejscu: miłość prawdy. Bezbożność i obojętność rozpalały jej pióro, obłuda, drewniany język i magia były przeciwne jej stylowi.
Mimo prostoty języka wyrażała tak samo łatwo po włosku, jak i po francusku, w terminach słusznych i nowych, nie łudzących, głębię swego życia. Wyrażenie życia mistycznego przekracza zawsze umiejętności najbardziej wykształconych świętych. Tym bardziej znaczące jest to, że wyrażała się ona w słowach jasnych i obrazowych, typowych dla niej.
Nowa książka o La Salette, dostępna na razie tylko po francusku, jest więc odkrywcza: wyjaśnia historię, duchowość, lecz także dziwną sytuację objawień, tak licznych zarówno w całym Starym Testamencie, jak i w Nowym oraz w Kościele aż po nasze dni. Jednak objawienia są działem najmniej przebadanym przez teologię, najbardziej narażonym na zamęt i na szukanie po omacku, jak również najtrudniejszym do rozeznania. To często stawia widzących w sytuacjach trudnych i naraża ich na karanie, nawet jeśli to nie ich wina, według słowa Chrystusa: „Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli” (por. J 20,29)
Widzący z La Salette zapłacili daninę szczególnie ciężką. Ukryto ich cierpienia po to, aby lepiej usprawiedliwić krytyczną pozycję wobec nich. Książka daje kolejne racje do ich rehabilitacji.

OBJAWIENIA I ŻYCIE KOŚCIOŁA…

Ogólnie rzecz ujmując status objawień jest bardzo skromny i niepewny w Kościele. Choć objawienia Chrystusa zmartwychwstałego są fundamentem wiary według apostoła Pawła (por. 1 Kor 15) i objawienia późniejsze przypominają rożne prawdy i podkreśla się ich niepewność. Jednakże wielkim uznanym objawieniom zawdzięczamy największe sanktuaria na naszej planecie – pomijając Rzym: Guadalupe w Meksyku, Aparecida w Brazylii, Kaplica Cudownego Medalika przy ulicy du Bac w Paryżu, Lourdes, Fatima… i tyle innych! Nie wspominamy tu o ukrywanym sukcesie współczesnych objawień i licznych pielgrzymach podążających do miejsc nawiedzenia przez Matkę Bożą.
W dziedzinie tej, źle naświetlanej, Kościół nadal kontynuuje dawanie dowodów na własną ostrożność i przezorność: unika pośpiechu w rozeznawaniu i nie angażuje w nie autorytetu dogmatycznego.
Nowa książka o La Salette przynosi światła dla rozwikłania problemu jednej z wielkich tajemnic, której przywrócił aktualność fakt oficjalnego ujawnienia na polecenie Papieża Jana Pawła II tajemnicy fatimskiej.

Stella Maris wrzesień 2002, str. 11-12 Przekład z franc. za zgodą Wydawnictwa du Parvis
 
 
R. z DMM
czyli Romek


Miejscowosc: Lublin
Wysłany: 7 Maj 2019, 07:13   

A MY WSZYSTKICH TYCH wizjonerów: prostaczków, pastuszków, widzimy jako świętych, bezbłędnych - i tak, mam nadzieję, jest naprawdę.
Przychodzi myśl, że wizjonerów jest sporo, tylko o tym, o ich wizjach, nie wiemy.
Może, Zosiu, coś o tym napiszesz?
Jezus powiedział, że Ojciec namaścił Go i posłał Go na świat. Czy nie było to podczas Jego wizji Ojca Niebieskiego? Choć wizja mocno wpisuje się w psychikę, w pamięć, wydaje mi się, że naturalnie pozostawia jakiś margines niepewności. Tym bym tłumaczył pytanie Jezusa "za kogo mnie uważacie" skierowane do Apostołów oraz zalecenie "nikomu o tym nie mówcie", po to by sam namacalnie przez obrót rzeczy przekonał się, że to On jest rzeczywiście Mesjaszem.
Gdzieś przed dwoma laty w "Gościu Niedzielnym" ukazał się artykuł, w którym jest mowa, że na początku, w dzieciństwie, Jezus mógł nie wiedzieć kim tak naprawdę jest i że taki pogląd nie jest teologicznie błędny.
Kiedyś na kółku biblijnym była myśl, że Jezus (także Jego Matka) w miarę upływu czasu upewniał się, że proroctwa o Mesjaszu odnoszą się do Niego.
_________________
R-k DMM
 
 
ZoRo


Miejscowosc: Warszawa
Wysłany: 8 Maj 2019, 06:31   

Ciekawie mówisz, Romku...Mów więcej...
Szczesc nam wszystkim, Boze!
ZoRo
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group