Strona Główna nasz DOM
www.netparafia.net

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UżytkownicyUżytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Powietrze morowe w dawnej Polsce
Autor Wiadomość
ZoRo


Miejscowosc: Warszawa
Wysłany: 9 PaĽdziernik 2020, 18:13   Powietrze morowe w dawnej Polsce

http://www.oil.org.pl/xml...00309/n20030907
Powietrze morowe w dawnej Polsce

Od powietrza, głodu i wojny zachowaj nas Panie!
Widocznie powietrze było klęską nie lada, skoro postawiono je na czele wszystkich nieszczęść. Jeszcze nie ucichł niepokój całego naszego świata wywołany obecnością ostatniej epidemii nowych czasów - SARS - która podobno słabnie, już nie zabiera ofiar. A jak radzono sobie z zarazą kiedyś, gdy medycyna nie znała takich pojęć jak zarazki, higiena? Otóż gdzie tylko pojawiło się owo powietrze morowe - tysiące ofiar ginęło pod jego zabójczym tchnieniem. Kto żyw szukał ratunku w ucieczce. Dawni lekarze przestrzegali: "to troje zwykło powietrze wytracać - wnet daleko wyjść, uchodzić i nierychło wracać".
Dla niesienia pomocy pozostawali tylko niektórzy zakonnicy, jak choćby dzielne siostry szarytki sprowadzone z Francji przez Marię Ludwikę. Zakonnicy jednali chorych z Bogiem, grzebali ich ciała i często sami z zarazy umierali.
Lekarzami w Polsce XVI i XVII wieku byli przeważnie cudzoziemcy, rzadko Polacy. Ci studiowali w Krakowie, w akademiach niemieckich, francuskich i włoskich.
Pierwsze wzmianki o powietrzu morowym i innych "epidemiach śmiertelnych" ukazały się w X wieku. Były to rozmaite choroby, w miarę upływu lat coraz lepiej rozpoznawalne. W 1788 r. Franciszek Giedrojć w pracy pt. "Mór w Polsce" pisze: "pokazała się influenza, trwała miesiąc, ale zdążyła przez ten czas dotknąć 3-cią część mieszkańców Polski".
Większość naszych lekarzy pisząc o morze od końca XVI aż po XVIII w. wyobrażała sobie istotę zarażającą w postaci jakiejś mgły gęstej, "zaduchu, waporu". Ta para dostawszy się z wciągniętym powietrzem do krwi "zapala ją i zaraża, a z krwią przedostawszy się do serca zabija człowieka".
Stąd radzono np. aby lekarz przebywając w domu chorego stał przy oknie, przez które wiatr wchodzi lub żeby choremu wypuszczać dużo krwi, a z nią pozbyć się zawartego w nim jadu.
W XVIII w. autorzy próbują bliżej określić zarazki, twierdząc, że zachodzą u chorego pewne "sprawy chemiczne", że na siłę działania zarazków ma wpływ czystość powietrza - w czystym "zaraźliwe cząstki rozlatują się, a w zepsutym, wilgotnym i ciepłym łączą się". Określano też żywotność zarazków, np. w lochu mogą przetrwać do lat 15, a w przewietrzanym pomieszczeniu do 30 dni.
Do zjawisk przepowiadających mór zaliczano: nadmiar deszczów, wiatry z południa i wschodu, niezwykłą obfitość gadów i owadów oraz wszelkiego robactwa, a także wylewy wód.
Objawami mówiącymi o zakażeniu były: zimno i dreszcze, potem stała gorączka, ociężałość, bóle i zawroty głowy, "odchodzenie od rozumu", duszność, pragnienie, biegunki i wymioty (często krwawe), mocz mętny, "cuchnący jak u konia", bezsenność, puchlina i dymienice.
Dymienice najczęściej powstawały tam gdzie są gruczoły (bolesne, twarde i powiększone) - po 3-4 dniach miękną i pękają.
Jeden z autorów XVI-wiecznych zauważył, że kobiety łatwiej ulegają zakażeniu się powietrzem. "Białogłowy są zawsze sposobniejsze do zachwycenia powietrza... Przeto najlepiey tą gadzinę z domu wysłać, chceszli, aby cię niezaraziła". Zresztą często wyobrażano sobie zwiastunkę epidemii jako niewiastę w białej zasłonie i z nietoperzowymi skrzydłami. Przelatywała niewidzialnie nad światem, pozostawiając za sobą śmierć i zniszczenie. Można ją było wyczuć, gdyż wówczas "skomlały psy przerażone, bydło ryło rogami po ziemi, a kury rozbiegały się w popłochu zanosząc się ochrypłym pianiem kogucim".
Zaraza nadciągała do nas z Zachodu albo przywożono ją z Lewantu. Mogła być dżumą, cholerą czy czarną ospą, lecz nie było przed nią ratunku. Oblicza się, że podczas epidemii dżumy w 1348 r. zmarła czwarta część ludności ówczesnej Europy, czyli 43 mln osób.
Uciekając przed zarazą pozostawiano chorych w odosobnieniu, bez żadnej opieki, co zresztą było w tamtych czasach najlepszym, choć brutalnym sposobem walki z epidemią.
W naszej literaturze tragiczne opisy epidemii cholery zostawili Jalu Kurek w "Księdze Tatr" i Władysław Orkan w "Pomorze". "Na Podhalu wielki strach ogarnął ludzi, wielka bezradność. Trupy zalegały wokół. Chorzy pozbawieni opieki, nie otrzymując nawet kubka wody, podawanego w takich przypadkach na kiju, umierali po kątach, w atmosferze chaosu, trwogi i rozboju. Jakby świat naprawdę pogrążał się w oparach Apokalipsy. Biły dzwony, stukały młotki, którymi zabijano drzwi i bramy, rozlegały się pijackie głosy straceńców wyznaczonych bądź ugodzonych do pilnowania porządku. Obcując wciąż ze śmiercią, pijani szałem, gorączką, gorzałką nabierali powoli dzikości. Zarówno im się stawało życie czy śmierć - człowiek żywy czy uśnięty. Nieraz też i nie czekali - robota nagliła - gdy zaraza na kim siadła, brali żywcem... W strachu powszechnym oni jedni śmierci się nie bali."
Trupy zwalone na stos i przykryte niezdarnie ziemią przerażały długo jako miejsce grozy. Aby ochronić się przed nieszczęściem noszono krzyżyki - karawki. Były to krzyże hiszpańskie o dwóch poprzecznicach, poznaczone mniejszymi krzyżykami i literami-symbolami. Stawiano te "choleryczne" krzyże na rozstajach lub przy mogiłach ofiar zarazy.
Błagano o pomoc Matkę Najświętszą i szeptano modlitwy do licznych świętych, którzy chronili przed morem. Modlono się do Rozalii, Rocha, Antoniego, Sebastiana... Wielkim kultem cieszył się św. Roch. Co roku w dniu jego święta, 16 sierpnia, księża błogosławili gospodarzy przy wypędzaniu bydła. Paliły się ognie, przez które zwierzęta musiały trzykrotnie przebiegać, żeby "Biała się nie mściła".
Zabierano po kilka węgielków z tego ogniska i zostawiano w chałupie, aby chroniły przed morem.
Dawni lekarze od przybywających do miast wymagali świadectw, iż przyjeżdżają z okolic wolnych od zarazy, a ci, którzy się z nią zetknęli winni nosić na plecach i piersiach białe krzyże. W późniejszych już czasach należało izolować chorych w specjalnie budowanych na tę okoliczność domkach.

Anna Klonowska
Eskulap Świętokrzyski 2003/09 - pismo Świętokrzyskiej Izby Lekarskiej.
Wydawca: Okręgowa Rada Lekarska w Kielcach. Dla członków izb lekarskich bezpłatnie.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie moesz zacza plikw na tym forum
Nie moesz ciga zacznikw na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group