Strona Główna nasz DOM
www.netparafia.pl

FAQFAQ  SzukajSzukaj  UĹźytkownicyUĹźytkownicy  GrupyGrupy
RejestracjaRejestracja  ZalogujZaloguj  Chat

Poprzedni temat «» Następny temat
Życie jest ważne. Do końca.
Autor Wiadomość
tg


Miejscowosc: Północne Mazowsze
Wysłany: 15 Listopad 2008, 11:15   Życie jest ważne. Do końca.

.
tg: 30 października br. zostawiłam na 2 godziny ciężko chorą Mamę w domu i wybrałam się na cmentarz, aby przygotować grób Taty przed świętęm Wszystkich Świętych. Tego samego dnia wpadł mi do ręki DODATEK do Gazety Wyborczej pt. „Dla ludzi przewlekle chorych, umierających i ich rodzin” opracowany przez redaktora Piotra Pacewicza w ramach „akcji” Umierać po ludzku.

Piotr Pacewicz

KRZYSZTOF, 50 lat
Umierał tak, jak żył, w ciekawości świata, zanurzony w metafizykę. Dużo rozmawialiśmy, mówił, że się nie boi. A raz nawet, że jest ciekaw, jak to będzie. Pytał, czy ja się boję, jak zawsze dbał o przyjaciół. Byliśmy sobie bliscy, nawet urodziliśmy się tego samego dnia.
Właściwie umarł miesiąc przed śmiercią. Stracił przytomność.
Dzwoniliśmy do jego żony, Doroty. „Nie, jeszcze żyje".
Za którymś telefonem odebrał Krzyś. To było jak rozmowa z duchem. Pojechałem od razu. Leżał w hamaku z koca, Dorota zmieniała pościel. Podnieśliśmy go z ks. Adamem Bonieckim, który udzielał im wsparcia, na łóżko. Ważył tyle co nic.
Potem opowiadał o dwutygodniowej podróży po zaświatach. Zmieniały się kolory, światło, bywał szczęśliwy, ale coraz więcej było zła. Wreszcie zajrzał do piekieł. Nie wszystko potrafił nazwać. Jak wrócił? Nie powiedział.
Ksiądz zaproponował modlitwę. Krzysztof żartował po swojemu: już tam byłem, wiem, że warto.
Jego śmierć jest dla mnie jak podróż, dostaliśmy dodatkowy czas na pożegnanie.

Zamiast morału

Gazetowe akcje mają zawsze morał: rodzić po ludzku, szkoła z klasą, Polska biega. Redaktor ma poczucie, że poprawia świat . A przy okazji i swoje życie: jest z żoną przy porodzie, dba o naukę dzieci i jeszcze sobie pobiegnie maraton. Tym razem mam kłopot z morałem, trudno się wymądrzać śmierci, znam ją tylko przelotnie. Choć wiele się nauczyłem z listów Czytelników, z naszych reportaży, z rozmów.
Prosty wniosek umierać wśród bliskich, powtarzający się motyw: by ktoś trzymał za rękę.
Prosty wniosek dla lekarzy i pielęgniarek widzieć w umierającym nie pacjenta, ale człowieka.
Te proste wnioski, tak często trudne do realizacji, to tylko opis warunków brzegowych. Reszta jest i będzie improwizacją, rozegra się między mną i tobą.
Dlatego chciałbym mieć wtedy kogoś, kto by ze mną potrafił do końca rozmawiać, delikatnie i stanowczo zarazem. Znosił mój strach, nie brzydził się moim umieraniem. Do końca widział we mnie człowieka A ja bym spróbował. /Piotr Pacewicz/

Umierać po ludzku

Akcja „Umierać po ludzku" jest po to, by przełamać społeczne tabu, które sprawia, że żyjemy tak, jakby śmierci nie było. Żebyśmy zaczęli wreszcie otwarcie rozmawiać o ciężkiej chorobie, umieraniu, śmierci i żałobie. Żeby pokazać osiągnięcia opieki paliatywno-hospicyjnej i uwrażliwić służbę zdrowia na problemy ludzi umierających.



Ks. dr Pióro Krakowiak
KRAJOWY DUSZPASTERZ HOSPICJÓW

Nie od razu zgodziłem się na współpracę Fundacji Hospicyjnej z „Gazetą Wyborczą" w projekcie „Umierać po ludzku". Od kilku lat współpracowaliśmy z „Gazetą" w. akcji „Hospicjum to też Życie" a dzieci będące pod opieką hospicyjną dostawały regularne wsparcie od Fundacji Agory. Mimo to obawiałem się, że idea opieki paliatywno-hospicyjnej może zostać pokazana schematycznie czy wręcz przekręcona. I obawiałem się propagowania eutanazji.
Jak przekonać, że o umieraniu i śmierci trzeba rozmawiać? Jak odpowiedzieć na zarzuty stawiane nawet przez środowisko opieki paliatywnej, że taka akcją nie ma sensu? W jaki sposób przekonać (tych, którzy nawet nie czytając, już wiedzą, co na temat końca życia napisze „Gazeta Wyborcza"?
Nic nie przemówi skuteczniej niż osobiste doświadczenia Opowiem o moim zmaganiu z dramatem umierania i śmierci w mojej pracy. Będą to opowieści ze szpitala i z domowego hospicjum, z oddziału dla dorosłych i z hospicjum dla dzieci.

Zamiast krzyczeć, uklęknij

Pierwsze świadomie przeżywana śmierć człowieka „chwyciła" mnie warszawie, po drugim roku studiów w seminarium duchownym, i „trzymała" przez dobrych kilka lat.
Wakacyjna praktyka w szpitalu, starsza pani doktor opowiadająca w wolnych chwilach o powstaniu w getcie, życzliwie ucząca kleryków- przyszłych misjonarzy medycyny ratunkowej i pierwszej pomocy. Ostry dyżur, sygnał karetki, izba przyjęć. Starsza kobieta ze wsi, która odwiedzając córkę, chciała jej zrobić niespodziankę i umyć okna. Nie pamiętała, że córka mieszka na 10. piętrze, wychyliła się zbyt mocno. Po upadku ciągle żyła, oddychała jeszcze i wodziła oczami. Wtedy zobaczyłem ją na izbie przyjęć.
Pamiętam swoje przerażenie na widok masywnego krwotoku. Spojrzałem na doświadczoną panią doktor. W głowie tysiące myśli ze skończonych właśnie studiów filozoficznych - o granicach życia, uporczywej terapii, o godności ludzkiego życia, o które trzeba się troszczyć do końca. O teologii cierpienia i sensie krzyża w naszym życiu.
Pani doktor troskliwe, choć nieco szorstko dokonała oględzin. Cisza. Spojrzenia pielęgniarki i sanitariusza trzymających w odwodzie maszyny do reanimacji. I bezbarwny głos starej lekarki: - Nie podłączajcie, pozwólcie jej spokojnie umrzeć.
Nie wytrzymałem, złapałem ją za mankiet i wykrzyczałem: - Jak to, pani doktor! To jest eutanazja! Nie można zostawić bez pomocy osoby, która jeszcze oddycha, która żyje! Pani chyba nie chce jej zabić?
Lekarka popatrzyła na mnie i delikatnie chwyciła moją rękę: - Ta kobieta nie ma żadnego narządu, który byłby cały po upadku. Jakimś cudem ciągle działa mózg i serce. Ratowanie byłoby niepotrzebnym przedłużaniem cierpienia. Medycyna może pomóc takżże wtedy, gdy nie robi nic, by . nie przedłużać bólu i agonii. Zamiast krzyczeć, klęknij i módl się za nią, młody człowieku, najlepiej jak potrafisz.

Uklęknąłem i z trwogą patrzyłem na umierającą kobietę. Jej oddech był coraz słabszy, rzężenie coraz cichsze. Obraz gasnących bąbelków różowej śliny na blednącej twarzy śnił mi się przez następne lata. Z pewnością dlatego temat mojej pracy magisterskiej dotyczył granic życia, eutanazji i hospicjum, a pierwszą pracą po święceniach była kapelania w szpitalu i w hospicjum domowym w Gdańsku.
Po latach zostałem dyrektorem hospicjum. Przyjmowałem do pracy lekarza, którego pasją była medycyna ratunkowa. Kiedy na jego dyżurze w hospicjum umierał pierwszy pacjent, chciał go intubować i reanimować. Doświadczone pielęgniarki próbowały mu przerwać, ale on działał jak w transie. Zawołały mnie, prosząc o pomoc. Przybiegłem do łóżka, gdzie młody doktor próbował wtłaczać życie w umierającego człowieka. Chwyciłem go delikatnie za rękę: - Doktorze, medycyna może pomóc także wtedy, gdy nie robi nic, by nie przedłużać bólu i agonii. Może zamiast się szarpać, uklękniemy razem i pomodlimy za tego człowieka? Zaskoczony lekarz protestował: - Uczono mnie, by walczyć o życie do końca. Nie poddawać się.
Widząc jednak klękające pielęgniarki i zapaloną gromnicę, przestał. Wpatrywał się w coraz słabszy oddech umierającego.
A ja z wdzięcznością myślałem o mądrej pani doktor, która nauczyła mnie tyle o tajemnicy umierania. Młody lekarz też wyciągnął naukę z tej szczególnej lekcji. Widziałem to później w jego zachowaniu.

Ty też boisz się śmierci?

Dziewiętnastoletni Tomek z Pucka był pacjentem hospicjum dla dzieci, choć na naszych oczach zdał egzamin dojrzałości We wstępie do książki o nim, pierwszej z biblioteki naszej fundacji, napisałem: „Nie wiem, jakie marzenia mają ludzie mieszkający w górach czy w wielkich miastach. Wiem, jakie są marzenia chłopaka, który mieszka nad morzem i często wpatruje się w bezkresną linię horyzontu. Zobaczyć, co jest dalej, wznieść się ponad dotychczasową perspektywę, za którą chyli się słońce, chwycić moment, gdy zniknie ognista kula".
Te marzenia połączyły mnie z Tomkiem- obaj mieliśmy szczęście wychować się nad Bałtykiem. Polubiliśmy się, choć nie przyszło to łatwo. Hospicjum dla Tomka to była trudna decyzja. „Wiadomo, jak to się kojarzy" -mówił. Jednak zaryzykował.
Kiedy Tomek dojrzewał do decyzji p przejściu ze szpitala do hospicjum, my w fundacji dojrzewaliśmy, by zaproponować społeczeństwu dyskusję o końcu ludzkiego życia. Tomek został twarzą kampanii społecznej, która jak sam powiedział, była dla niego jak egzamin dojrzałości. Jego słaby uśmiech z filmu i słowa lektora: „Hospicjum to też Życie - choć słabe i obolałe, to ważne do końca".

Zostałem zaproszony przez Tomka na ostatni spacer jego życia. Młody człowiek chciał być do końca niezależny. Dreptaliśmy obok elektrycznego wózka, którym potrafił do końca sterować. Po chwili kazał nam się zatrzymać i poczekać...
To było jego pożegnanie się ze światem. Wracając do pokoju, zapytał słabym głosem: „Ksiądz, czy ty też się boisz śmierci?". Skinąłem głową. Widział z pewnością łzy w moich oczach, nie pytał więcej.

Następnego dnia już nie wstał. Przychodzili się z nim pożegnać starzy przyjaciele ze szkoły w Pucku i ci nowi z hospicjum w Gdańsku. Przyszedłem, by go pobłogosławić na podróż za horyzont, ale nie mogłem zostać długo. Zaczynaliśmy właśnie telewizyjne nagrania do akcji „Hospicjum to też Życie".
Byłem w studiu, gdy zadzwonił telefon dyżurny z hospicjurn. Wyszedłem z rozbawionego telewizyjnym studiem tłumu wolontariuszy.
Wiedziałem.
Jak to powiedzieć tym uśmiechniętym ludziom? Przepraszam was na chwilę. Nasz przyjaciel i bohater tej kampanii - Tomek .-nie żyje. Umarł przed chwilą w hospicjum otoczony gronem przyjaciół. Proszę, byśmy tutaj, w studiu TV, dali z siebie wszystko. Razem z nim powiedzmy innym, jak potrzebna jest opieka hospicyjna.
To było w 2004 roku. Walczyliśmy o likwidowanie białych plam opieki paliatywno-hospicyjnej na mapie Polski i kilka z nich przestało straszyć. Tak się stało w Pucku, rodzinnym mieście Tomka. Opowieść o puckim hospicjum i młodych ludziach zwerbowanych przez księdza Jana Kaczkowskiege to dalszy ciąg historii, w której Tomek ma swój udział.

Akcja dobiega końca, co dalej?

Jak to dobrze, że w ramach „Umierać po ludzku" prowadziliśmy warsztaty dla studentów akademii medycznych z całego kraju. Uczyliśmy przekazywania trudnych wiadomości, podtrzymywania nadziei, wspierania chorego i jego rodziny. To ciągle pięta achillesowa medycznego wykształcenia - powiedzieli nam o tym sami przyszli lekarze.
Jedna z kampanii naszej Fundacji została poświecona tematyce osierocenia, straty i żałoby. Wystarczy popatrzeć na liczbę wpisów na stronie www.umierac-poludzku.pl, by zrozumieć, jak ogromna jest potrzeba podzielenia się bólem po stracie najbliższej osoby. I odkryć, jak wciąż nie potrafimy się nawzajem wspierać, jak zamiast pomóc, ranimy milczeniem lub pochopnie wypowiadanymi słowami..
 
 
tg


Miejscowosc: Północne Mazowsze
Wysłany: 24 Listopad 2008, 16:48   

.
Ks. Wojciech Bołoz objaśnia prawa, które przysługują osobom umierajacym:


Ks. WOJCIECH BOŁOZ
CENTRUM EKOLOGII CZŁOWIEKA i BIOETYKI UKSW


Troska o umieranie z godnością nie jest wynalazkiem naszych czasów. W średniowieczu powstawały bractwa dobrej śmierci, które przygotowywały swoich członków do szczęśliwego zakończenia życia. Ruchowi temu towarzyszyła bogata literatura zwana ars moriendi (sztuka umierania). Także dziś chcielibyśmy umierać z godnością. Jak jednak zrealizować to pragnienie w społeczeństwie pełnym sprzecznych interesów, wykluczających się poglądów i postaw?
Tym, co nas łączy, jest przekonanie, że ludzka godność jest ściśle związana z prawami człowieka. W konsekwencji umieranie z godnością może być gwarantowane przez prawa człowieka umierającego, które są adaptacją deklaracji praw człowieka do tego wyjątkowego momentu ludzkiego życia -jego końca.

I. Prawo do godnej, czyli naturalnej i świadomej śmierci

Umieranie jest ostatnim, ale integralnym etapem ludzkiego życia. Rządzą nim te same zasady co życiem. Nasze prawo do godnego umierania jest konsekwencją prawa do godnego życia.
Tylko śmierć naturalna - będąca następstwem nieuleczalnej choroby lub brakiem możliwości biologicznych organizmu do kontynuowania życia z powodu starzenia się, bez sztucznego jej przyśpieszania lub przedłużania - nie narusza podstawowego prawa człowieka do życia.
Godne umieranie oznacza także zachowanie integralności osobowej, a więc podstawowych cech przysługujących człowiekowi: świadomości i podmiotowości. W tej fazie życia mają one swój wyraz w uczestnictwie chorego w procesie terapeutycznym.
Elementem godnego umierania jest też kontynuowanie ról i relacji społecznych, kontaktu z bliskimi (rodziną i znajomymi). Najpełniej prawo to można wypełnić, zapewniając umierającemu opiekę w domu. Gdy nie jest to możliwe, placówki medyczne i opiekuńcze powinny umożliwić rodzinie towarzyszenie choremu o każdej porze dnia i nocy.
Wreszcie godne umieranie ta umieranie bez bólu i innych ob¬jawów, które dręczą i dekoncentrują umierającego oraz utrudniają mu relacje z otoczeniem.

II. Prawo do umierania we własnym domu, a jeśli to niemożliwe, to nigdy w izolacji i osamotnieniu

Coraz częstszą formą przeżywania starości i umierania jest pozostawianie człowieka w jego domu, zapewniając mu równocześnie opiekę medyczną i pielęgnacyjną. Zapewnia to choremu poczucie bezpieczeństwa, członkom rodziny zaś uświadamia więzi łączące pokolenia. Wciąż brakuje rozbudowanych struktur społeczno-medycznych gwarantujących wystarczającą opiekę nad takimi chorymi, mimo że powstają sieci pielęgniarek środowiskowych i hospicjów domowych. Zdarza się jednak, że chory nie ma bliskiej rodziny albo nie chce ona lub nie może się nim zająć. Wtedy obowiązek solidarnej opieki nad taką osobą spada na służbę medyczną, wspólnotę świecką i religijną.

III. Prawo do rzetelne] informacji o stanie zdrowia i udziału w podejmowaniu decyzji

Współczesna etyka lekarska i prawodawstwo medyczne podkreślają, że takie prawo zachowuje także pacjent w terminalnej fazie choroby. Zbliżająca się śmierć jest zbyt ważnym faktem egzystencjalnym, by zatajać przed chorym jej nadejście. Umierający powinien mieć możliwość uporządkowania spraw rodzinnych, prawno-finansowych i duchowo-religijnych. Zatajanie prawdy obniża autorytet lekarza i całego zespołu oraz zaufanie do niego.
Pełna informacja potrzebna jest nieuleczalnie choremu również po to, by mógł współdecydować o terapii. Umierający, jak każdy inny pacjent, powinien przed każdą interwencją medyczną uzyskać informacje o jej celu, na¬turze, konsekwencjach i ryzyku. Może w każdej chwili swobodnie wycofać wyrażoną wcześniej zgodę.
Terminalnie chory ma prawo do informacji o zbliżającej się śmierci. Lekarz powinien ją przekazywać z taktem i ostrożnością. Najlepiej, by pacjent przy jego pomocy stopniowo sam odkrył prawdę. Chory może nie być o niej informowany, jeżeli wyraża takie życzenie.

IV. Prawo do zwalczania fizycznego bólu i innych dolegliwości

Często doświadczeniem umierającego jest ból, nieodłączny element choroby. Wywołuje on niepokój, drażliwość, reakcje depresyjne, co z kolei w otoczeniu może wyzwalać niechęć, a w konsekwencji osamotnienie chorego. Ból ogranicza kontrolę nad swoim życiem i kształtowanie relacji z innymi. Dlatego lekarz powinien ograniczać ból.
Działanie przeciwbólowe (analgezja) może wywoływać skutki uboczne (nudności, zaparcia lub wymioty), które wymagają odpowiedniego postępowania. W wyjątkowych przypadkach łagodzenie bólu odbywa się za cenę ograniczenia świadomości chorego. Me można wtedy wykluczyć, że może ono nawet przyspieszyć śmierć.
Należy pamiętać, że pozbawianie umierającego świadomości bez poważnej przyczyny np. poprzez podanie opioidów (morfiny), aby ograniczyć kontakt z uciążliwym pacjentem jest nieetyczne.
W sytuacji, kiedy terminalnie chory nie uregulował spraw zawo¬dowych i rodzinnych, można odłożyć analgezję, aby dać mu czas do wypełnienia tych obowiązków. Jeżeli jednak chory obstaje przy prośbie o środki przeciwbólowe, lekarz powinien je podać.

V. Prawo do troski i pielęgnacji z poszanowaniem ludzkiej godności

Pojawia się dziś tendencja, aby prawo do życia przyznać tylko osobom, które cieszą się dobrą jakością życia, które funkcjonują na odpowiednim poziomie indywidualnym i społecznym. Obowiązują nas jednak dwie podstawowe zasady: nikt nie może arbitralnie przyznawać lub odmawiać praw człowieka jakiejkolwiek istocie ludzkiej i nie wolno odmawiać jej tych praw ze względu na posiadanie lub brak określonych cech. Nikt zatem nie ma prawa określać jakości życia chorych terminalnie i kwalifikować jako tych, którzy jeszcze mają lub już utracili prawo do życia.
Śmierć jest ostatnim życiowym zadaniem człowieka i z tego zadania nikt nie może go zwolnić. Trzeba pomóc człowiekowi je wypełnić w sposób ludzki, a nie poprzez ucieczkę w formie wspomaganego samobójstwa lub eutanazji. Najważniejszą pomocą jest właściwa opieka. Wielkie znaczenie ma również okazywanie szacunku i życzliwości choremu.

VI. Prawo do otwartego wyrażania swoich uczuć, zwłaszcza na temat cierpienia i śmierci

Choroba terminalna kładzie kres wszystkim planom człowieka. Perspektywa śmierci kwestionuje wszystko, kim człowiek był i co posiada. Według Zygmunta Freuda „nikt nie wierzy we własną śmierć", a nasza nieświadomość „zachowuje się tak, jakby była nieśmiertelna". Dlatego też rozwijamy strategie zaprzeczające śmierci (społeczna pamięć, historia). Fenomen ten dobitnie ujawnia się w chorobie nieuleczalnej, a zaprzeczenie jest jednym z głównych mechanizmów obronnych. Może pojawić się zaprzeczenie diagnozy, zaprzeczenie stopnia zaawansowania choroby, zaprzeczenie możliwości śmierci. Narastająca choroba utrudnia człowiekowi stanowienie o sobie, rozrywa ludzkie relacje, oddala od bliskich. Powoduje to sprzeciw - od niezgody aż do buntu. Smutek kończącej się miłości i obawa o los najbliższych są formą bólu duchowego.
Istniejąca, niestety, wciąż w służbie zdrowia tendencja do oddzielania umierającego od społeczeństwa, następnie od rodziny, a w końcu od innych pacjentów pozbawia go wszelkiej możliwości komunikowania się i pozostawia go samotnym w udręce. Zwykła obecność drugiej osoby i gotowość do wysłuchania są często wszystkim, o co prosi umierający. Człowiek nie może spro¬stać umieraniu w pojedynkę. Śmierć go przerasta, wskazuje, że jest podporządkowany sile większej od siebie, której nie potrafi się przeciwstawić. W obliczu śmierci zarówno umierający, jak i osoby towa¬rzyszące potrzebują międzyludzkiej solidarności, aby nie utracić poczucia sensu swojej egzystencji.

VII. Prawo do swobodnego kontaktowania się z rodziną i bliskimi

Relacje rodzinne, środowiskowe i religijne kontynuowane także podczas choroby terminalnej dają poczucie ciągłości życia i większego bezpieczeństwa. Chronią umierającego przed poczuciem osamotnienia w godzinach poprzedzających śmierć. Obecność krewnych, ich gesty życzliwości i miłości umacniają chorego; trudno przecenić ich pozytywny wpływ.
Pomoc rodziny, w walce z chorobą jest konieczna szczególnie wtedy, gdy leczenie jest związane z dużym wysiłkiem organizacyjnym i finansowym.
Zdarza się jednak, że chory umiera pozbawiony towarzystwa bliskich osób. W sytuacjach takich coraz częściej wsparcie zapewniają wolontariusze.

VIII. Prawo do pomocy psychologicznej i wsparcia duchowego zgodnego z przekonaniami

Pogodzić się z nieuleczalną chorobą i ze śmiercią nie jest człowiekowi łatwo. Chory doświadcza smutku, niepokoju, strachu, poczucia winy, czemu często towarzyszy narastający ból fizyczny. Opieka paliatywna to opieka całościowa, której celem jest łagodzenie cierpienia i wsparcie psychologicznie i duchowe.
Kiedy człowiek nie rozumie otaczającej go rzeczywistości, kiedy rozpadowi ulega ład organizujący jego życie, a tak się dzieje podczas choroby terminalnej - traci poczucie sensu. Pojawia się wtedy często lęk egzystencjalny, który skłania chorego do pytania o istnienie Boga. Dlatego wsparcie psychologiczno-duchowe i pomoc w odnajdywaniu sensu w chorobie są tak ważne. Należy się jednak oprzeć pokusie natrętnej dydaktyki i nawracania na siłę. Osoba towarzysząca umierającemu powinna uszanować jego światopogląd i pomóc mu pogodzić się ze zbliżającą się śmiercią, odwołując się właśnie do niego.
Nawet najlepsza opieka paliatywna nie uwolni człowieka całkowicie od lęku przed śmiercią. W kulturze europejskiej głęboko zakorzenione jest przekonanie o tym, że człowiek złożony jest z ciała i duszy- nieśmiertelnego elementu pochodzącego od Boga. Obecność w człowieku tego pierwiastka zapowiada kontynuację istnienia człowieka po śmierci. Wiara pozwala umierającemu znaleźć odpowiedzi na pytania o przyszłość i zaspokoić pragnienie nieśmiertelności.
W szpitalach, hospicjach, domach opieki paliatywnej pomoc psychologiczną i wsparcie duchowe zapewniają psychologowie i kapelani.

IX. Prawo do rezygnacji z uporczywej terapii przedłużającej umieranie

Medycyna daje wiele możliwości leczenia i przedłużania ludzkiego życia. Terapie te bywają związane z uciążliwymi zabiegami, które czasami nie przynoszą pacjentowi spodziewanej poprawy zdrowia, a jeszcze pochłaniają ogromne środki finansowe. Pojawia się problem, jak długo chory, jego rodzina i społeczeństwo mają obowiązek podejmowania takich terapii. Aby ten problem rozwiązać i ułatwić podejmowanie decyzji, wypracowane zostało pojęcie medycznych środków proporcjonalnych i nieproporcjonalnych, które mogą być zastosowane, by ratować życie.
Zaprzestanie zabiegów medycznych kosztownych, ryzykownych, nadzwyczajnych lub niewspółmiernych do spodziewanych rezultatów może być uprawnione. Jest to odmowa tzw. uporczywej terapii. Polega ona na stosowaniu nadzwyczajnych procedur medycznych w celu sztucznego podtrzymywania funkcji życiowych chorego ł opóźnienia jego śmierci. Uporczywa terapia jest z definicji nieskuteczna leczniczo, przedłuża tylko umieranie oraz pociąga za sobą koszty - cierpienie i ograniczone funkcjonowanie chorego.
Uporczywa terapia nie obejmuje jednak nigdy podstawowych zabiegów pielęgnacyjnych takich jak karmienie i nawadnianie, łagodzenie bólu i innych objawów. Takie środki trzeba zapewnić choremu zawsze.
Decyzję o rezygnacji z uporczywej terapii podejmuje sam chory po wysłuchaniu uzasadnionej medycznie opinii kompetentnego lekarza, zgodnej z jego wiedzą i sumieniem. Prawo polskie nie pozwala decydować o tym rodzinie.
Pojęcie uporczywej terapii i możliwość odstąpienia od niej akceptował papież Jan Paweł II, który w encyklice „Evangelium vitae" pisał: „W sytuacji gdy śmierć jest bliska i nieuchronna, można w zgodzie z sumieniem zrezygnować z zabiegów, które spowodowałyby jedynie nietrwałe i bolesne przedłużenie życia, nie należy jednak przerywać normalnych terapii, jakich wymaga chory w takich przypadkach. Rezygnacja ze środków nadzwyczajnych i przesadnych nie jest równoznaczna z samobójstwem lub eutanazją; wyraża raczej akceptację ludzkiej kondycji w obliczu śmierci".

X. Prawo do należnego szacunku do swojego ciała po śmierci


Dzięki ciału kontaktujemy się z otaczającym światem, wyrażamy swoje myśli i uczucia, realizujemy twórcze plany i kształtujemy więzi z bliskimi. Jest ono integralną częścią człowieka, bierze udział w jego podmiotowości i godności, dlatego jest nienaruszalne, chronione moralnie i prawnie. Zasługuje ono na szacunek nie tylko wtedy, gdy jest sprawne i młode, ale także wtedy, gdy się starzeje i odmawia posłuszeństwa. Pozbawione ducha szybko ulega zniszczeniu. Ze względu jednak na udział w historii naszego życia zasługuje na szacunek, co wyraża się w godnym złożeniu go do ziemi lub kremacji.
Warto pamiętać o tym, że współczesna medycyna umożliwia ofiarowanie własnego ciała innym ludziom dzięki transplantacji. Jest to akt ewangelicznej miłości, która „oddaje życie za innych".
 
 
sylwia


Miejscowosc: Sandomierz
Wysłany: 28 Luty 2010, 18:19   

Ze smutkiem donoszę, że w sobotę o 6-tej zakończyła się ziemska wędrówka naszej koleżanki z lubeskiego WŻCH Krysi Treli.Pogrzeb będzie w Nowej Sarzynie 3.03.2010 o godzinie 13.Krysia kilka lat walczyła z chorobą nowotworową, a ostatnie dni spędziła w O.Intensywnej Opieki Kardiologicznej z powodu niewydolności krążenia.Była przygotowana do przejścia na lepszą stronę życia, we wtorek przyjęłą Sakrament Namaszczenia Chorych,codziennie przyjmowała Jezusa w komunii św.W piątek poprosiła Elę o odmówienie przy niej koronki do Bożego Miłosierdzia.Proszę o modlitwę w intencji Krysi i Jej bliskich szczególnie Mamy, która jest w podeszłym wieku i z tego samego powodu straciła drugą córkę.
 
 
dbs


Miejscowosc: W-wa
Wysłany: 1 Marzec 2010, 09:41   

Pochowanie własnych dzieci, to hiobowa tragedia.

Wieczny odpoczynek racz jej dać Panie.
_________________
Z Bogiem!
 
 
Abuna Zygmunt
Abuna Zygmunt


Miejscowosc: Aleppo
Wysłany: 20 Maj 2010, 06:11   

Bardzo wazny temat !
 
 
tg


Miejscowosc: Północne Mazowsze
Wysłany: 8 Lipiec 2010, 09:58   

Gdy Matka odchodzi, to świat zmienia barwy, a słowa brzmią inaczej i mają nowy sens. Nie wiem tylko co dzieje sie w matczynym sercu, gdy pojednana z Panem Bogiem czeka na to najważniejsze spotkanie? Rozstanie z własnymi dziećmi nie jest przecież radością, a radością powinno być spotkanie z Bogiem Ojcem i jest nią pewnie dla wszystkich, którzy przeszli na drugą stronę życia.. W tym PRZEJŚCIU radość musi być naprawdę wielka..

Pomimo cieżkiej choroby mojej Mamy, w ogóle nie przygotowałam się do rozstania z Nią..


Matko Boża, przytul Ją do Swego Serca.
 
 
Abuna Zygmunt
Abuna Zygmunt


Miejscowosc: Aleppo
Wysłany: 11 Lipiec 2010, 22:36   

Zycie ludzkie to wielka tajmnica , a smierc jest tej tajemnicy wazna czescia. Szczesliwi dla ktorych zarowno zycie jak i smierc jest tajemnica Milosci , jak dla Chrystusa.
 
 
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku

Skocz do:  

Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group